Ibuprom | Dla Niepokonanych

X

Podróż dookoła świata

…istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej…(Ryszard Kapuściński) Świat przecież jest w zasięgu ręki

Głosów: 4350 17 miejsce w rankingu odsłon profilu: 14452
2009-08-22

w drogę

Wsiąść do pociągu byle jakiego Wsiąść do pociągu byle jakiego

Czas na mnie – jutro mam pociąg do Warszawy a za 4 dni będę już w Indiach, do Gdańska już nie wracam – przynajmniej przez kilka miesięcy. Szybko minęły te ostatnie tygodnie przed wyprawą. Ale udało mi się załatwić wszystko, co zaplanowałam – a przynajmniej taką mam nadzieję.  

Pierwsze miejsce, w które skieruję swoje kroki w Indiach będzie Leh, była stolica niegdyś niezależnego królestwa Ladakh w Himalajach. Góry zawsze mnie przyciągały, mimo, że mam osobliwy lęk wysokości połączony z lękiem przestrzeni. Nigdy nie wiem, kiedy mnie dopadnie. Potrafi zaskoczyć w każdej chwili. Czasami pozwala wdrapywać się na wysokość ponad 3500 mnpm bez żadnych problemów, by innym razem pogrozić na wysokości 250 m. A im jestem starsza tym lęk jest silniejszy. Ale walczę z nim i tak naprawdę z samą sobą. Bo liczy się pasja poznawania w każdej postaci a majestat gór jest wart każdego wysiłku.

Moja podróż to przede wszystkim chęć poznawania ludzi i obcych kultur i tak też będzie od samego początku. Po tym regionie oprowadzi mnie Satya, z którym spotykam się już w Delhi, były komandor hinduskiej marynarki wojennej, pisarz kryminałów oraz zapalony podróżnik, zdobywca Mount Everest. Zwiedził ponad 100 krajów w swoim życiu i w każdym stara się zdobyć najwyższy szczyt. Przed taką pasją chyle czoła.

Dla zainteresowanych oto relacja po angielsku z jego wyprawy w 2004 roku http://www.everestnews2004.com/everest2004/indiaeverestdis4.htm 

To mój ostatni wpis na tym blogu. Dziękuje wszystkim za wsparcie i za głosy, proszę teraz trzymajcie kciuki za powodzenie mojej małej wyprawy. 

Wspólnie ze znajomymi robimy zakłady, kto wygra w konkursie – na mnie osobiście największe wrażenie zrobiły pasje trzech pań: psi entuzjazm pani Ani – maszerki, zapał do rajdów samochodowych pani AniZak a do tego zachwycające króliki i anioły stworzone przez panią AnięPoredę(!). Doprawdy fantastyczne pasje.

Pozdrawiam wszystkich niepokonanych a czołówce gratuluje takiej imponującej liczby głosów.

2009-08-16

Prawie spakowana

W plecaku musi być dosłownie wszystko W plecaku musi być dosłownie wszystko

Pierwsza przymiarka plecaka już zrobiona. Udało mi się wszystko zapakować, ale niestety główny plecak ma teraz ponad 14 kg – trochę dużo. Muszę jeszcze trochę nad tym popracować i lekko się przeorganizować. Z doświadczenia wiem, że jakimś cudem, w podróży plecak ma niesamowitą tendencje do rozciągania i zawsze zmieszczą się w nim dodatkowe rzeczy, takie jak pamiątki zakupione po drodze. Więc ciężar chciałabym ograniczyć do minimum.

Moi współpracownicy w piątek sprawili mi niesamowitą niespodziankę i na pożegnanie sprezentowali mi kilka bardzo pożytecznych rzeczy na szlaku, a z których zakupu w sumie zrezygnowałam z powodu ceny. Tak, więc stałam się w piątek szczęśliwą właścicielką zestawu składanych naczyń. Mój nowy serwis obiadowy jest bardzo leciutki, a po rozłożeniu zajmują miejsca nie więcej niż kartka papieru formatu A4. Składanie ich jest bardzo proste i daje radość taką, jak składanie japońskiego origiami. Fantastyczna sprawa. Do naczyń również były dołączone zupki chińskie, w razie czego, nie umrę z głodu gdzieś na trasie. A jak nie skonsumuje sama to może poczęstuje jakiegoś Chińczyka i sprawdzę jego opinię na temat tego dania?

Ręcznik szybkoschnący to kolejna rewelacyjna i przydatna rzecz. Jest bardzo leciutki i zajmuje mało miejsca po złożeniu. Co prawda, według niektórych, z wyglądu bardziej przypomina onuce niż ręcznik, ale jest nieoceniony w podróżach. Dodatkowo otrzymałam porządny scyzoryk szwajcarski, dzięki czemu mogę zwrócić teraz ten pożyczony od przyjaciół. A nowy worek wodoszczelny rozwiązał mój problem, gdy okazało się że elektonika, która musze ze sobą zabrać jak np ładowarki do aparatu czy telefonu, nie mieści się w całości do tego który posiadałam. A do tego karta pamięci i nowy  portfelik, na wszystkie monety świata!

Jestem wam wszystkim ogromnie wdzięczna za wszystko.

2009-08-13

Jutro ostatni dzień pracy!

Hinduskie świątynie Batu, Malezja Hinduskie świątynie Batu, Malezja

Jeszcze tylko jeden dzień w pracy. Cały czas zastanawiam się czy po tylu latach spędzonych za biurkiem (no i ewentualnie jeszcze odrobinę na lotniskach) będę tak spokojnie mogła nic nie robić? Blisko 9 lat pracy, nie licząc studiów, może człowieka nabawić małego pracoholizmu. Ale teraz najwyższy czas, aby w całości poświęcić się swojej pasji. 100% podróży, bez pośpiechu i bez myślenia o rychłym powrocie! Wreszcie!

Generalnie moi przyjaciele śmieją się, że skoro zabieram ze sobą malutkiego netbooka to tylko po to, aby podczas podroży prowadzić w Excelu w tabelkach zestawienia poniesionych wydatków. A na koniec miesiąca na pewno będę robić prezentację z wykresami oraz analizami trendów, gdzie 10% wzrost wydatków na napoje wyskokowe, w porównaniu do poprzedniego miesiąca, będę tłumaczyła spotkaniem na szlaku rodaków.  Ale za to, za wykonanie planu kwartalnego będę mogła przyznać sobie dodatkową premię na zakup pamiątek! 

Ale na szczęście nie jest ze mną tak źle…

Netbook będzie potrzebny tylko do komunikacji z rodziną i przyjaciółmi oraz do pisania bloga z opowieściami ze szlaku. Ale przede wszystkim będzie do zgrywania zdjęć, których mam nadzieję zrobić setki w czasie podróży.  Zaoszczędzić mi to może później dużo czasu, który musiałabym spędzić w kafejkach internetowych. Nie raz też będę jeździć przez kilkanaście godzin bez przerwy autobusami czy pociągami, a coś w tym czasie trzeba przecież robić. W końcu odległości w Azji między miastami są olbrzymie np. aby dostać się do Leh w Indiach z Delhi drogą lądową trzeba poświęcić minimum 2 dni w jedną stronę. Ale za to widoki zrekompensują mi wszystkie trudy podróży oraz dodatkowo, długa jazda złagodzi aklimatyzację na wysokościach. 

Za dwa tygodnie już będę w Indiach! Już się nie mogę doczekać!!

2009-08-09

odliczanie czas zacząć

Bliźniacze wieże w Kuala Lumpur Bliźniacze wieże w Kuala Lumpur

Jeszcze  tylko 5 razy budzik zadzwoni z samego rana, aby oznajmić mi, że czas najwyższy iść do pracy. 5 dni pozostało, aby wysprzątać biurko oraz komputer, pożegnać się z przyjaciółmi i zabrać do domu mój pamiątkowy kubek, który przywiozłam z Miami. Później 2 tygodnie urlopu a od 1 września po raz pierwszy w życiu staje się osobą bezrobotną. Dziwne uczucie. Chociaż z przyjaciółmi, zawsze się śmiejemy, że podróżowanie z plecakiem to tak naprawdę ciężka praca. Tylko, zadziwiające, że w takich sytuacjach budzik nie jest już taki straszny, mimo że, nie raz trzeba wstawać o jakiejś barbarzyńskiej porze śpiesząc się na autobus. Chyba chodzi o motywację… tak jak to było w Malezji.

Petronas Tower, najbardziej znane budowle w Kuala Lumpur, od zawsze były moim marzeniem. Na łącznik pomiędzy wieże wpuszczanych jest zaledwie 1320 osób dziennie i po bilety trzeba pojawić się bardzo wcześnie. My to zrobiliśmy 1 stycznia. Na miejscu byliśmy o godzinie 7 rano a mimo sylwestrowego świętowania przed nami było juz kilkaset osób. Bilety rozdawane są na konkretną godzinę a my zamierzaliśmy o 12 jechać dalej, do dżungli malezyjskiej. Stając w kolejce przez 3 godziny, mogliśmy z napięciem obserwować wyświetlacz, na którym pokazywano ile jeszcze biletów zostało i na jaką godzinę. Gdy pozostały tylko 3 osoby przed nami, wyświetlacz nagle pokazał godzinę 13, choć jeszcze przed chwilą była to godzina 10.30!! Gotowa byłam stać przed windą i błagać ludzi, żeby się zamienili na późniejszą godzinę byle tylko wjechać na górę. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Gdy podeszłam do okienka i wytłumaczyłam sytuację, że albo teraz albo nigdy, dodatkowe bilety znalazły się i o godz. 10.45 wjeżdżaliśmy windą podziwiać widoki miasta z wysokości 170 m. 

Najważniejsze że się udało a wyrzuty sumienia, że ściagnełam tak wcześnie współtowarzyszy z łóżka szybko minęły. No cóż, budzik w podróżach przydaje się dość często.

2009-08-07

"Sprzedaj lodówkę i jedź!" W. Cejrowski

Wspomnienia zaklęte w papier. Festiwal w Edynburgu Wspomnienia zaklęte w papier. Festiwal w Edynburgu

Przede mną weekend pakowania. Nie mówię tutaj o przygotowaniu mojego plecaka do podróży, bo na to mam jeszcze całe 2 tygodnie czasu. Mówię o pakowaniu dobytku. Na czas wyjazdu będę wynajmować moje mieszkanko, które dopiero co urządzałam z takim wielkim zapałem i włożyłam w nie tyle serca. Co prawda zanim skończyłam je wykańczać, wykończyło mnie ono zupełnie, ale udało się. I jestem z tego bardzo dumna. Dlatego też, nie mogę sprzedać lodówki, bo będzie jeszcze potrzebna. Przez najbliższe miesiące ktoś inny będzie deptał podłogi w moim mieszkaniu, które tak długo wybierałam a z lustra w łazience będzie spoglądała inna twarz. W końcu kredyt hipoteczny sam sie nie spłaci.

Teraz wszystkie osobiste rzeczy, drobiazgi gromadzone podczas podróży czy pamiątki przywiezione z odległych krain trzeba skrupulatnie spakować w kartony i powynosić do piwnicy. Najwięcej pracy będzie z albumami na zdjęcia. Mimo, że preferuję fotografię cyfrową to jednak zawsze staram się drukować najładniejsze zdjęcia i układać je do albumów. Są to dla mnie najcenniejsze pamiątki, to moje wspomnienia zaklęte w papier. Dlatego półki w mieszkaniu wypełnione są dziesiątkami albumów a na ścianach wiszą odbitki w większym formacie. Wszystko to musi znaleźć nowe miejsce.

Dużo pracy mnie czeka. Ale warto. Pasja podróżowania jest ważniejsza.

„Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.

Bardzo wielu jak ja, z lodówką na plecach.” W Cejrowski.

Ja wyruszam najwyraźniej dźwigając swój samochód...

2009-08-05

świat tak szybko się zmienia

Alpejskimi szlakami, Chamonix, Francja Alpejskimi szlakami, Chamonix, Francja

Czy czytaliście książkę „100 things to do before you die” (100 rzeczy, które warto zrobić przed śmiercią)? Jej współautor Dave Freeman zmarł tragicznie w tym roku mając zaledwie 47 lat. Podobno zdążył zrobić dopiero połowę rzeczy ze swojego spisu. Ja też mam swoją listę marzeń i nie chcę zostawić ich realizacji na koniec życia, jak główni bohaterowie filmu: „Choć goni nas czas”.

Jeżeli nie teraz to kiedy? Za 10 lat gdy kręgosłup zacznie się buntować od codziennego pochylania się w pracy przez 8 godzin dziennie nad klawiaturą laptopa? Nadejdzie przecież taki czas że nie będę już mogła nosić ciężkiego plecaka, a ból np: w stawach kolanowych (który już doskwiera czasami) może uniemożliwić mi chodzenie po moich kochanych górach. Także zbyt wysokie ciśnienie krwi zmusić może kiedyś do pozostania na lądzie zamiast zwiedzania świata podwodnego, które sprawia mi taką wielką przyjemność.

A świat tak szybko się zmienia i to nie tylko ze względu na zachodzące w nim wydarzenia polityczne i społeczne. Codziennie giną bezpowrotnie niektóre gatunki zwierząt i roślin, dziedzictwo kulturowe idzie w niepamięć, niszczeją wspaniałe budynki a tsunami, huragany czy trzęsienia ziemi zmieniają krajobrazy nie do poznania.

Jeszcze niedawno, prawie w każdym parku narodowym w Indiach można było obserwować tygrysy bengalskie żyjące w ich środowisku naturalnym. Co roku ta lista maleje gdyż kolejne sztuki tych wspaniałych zwierząt giną, obecnie szacuje się ich liczebność na tylko 2000 osobników. Tak samo jest z Pandami Wielkimi w Chinach, które są na granicy wymarcia, jest ich zaledwie 1000 sztuk żyjących na wolności. Niedługo będzie można je tylko obejrzeć na kanale National Geografic.

Państwa też się zmieniają -  np. Kuba za rok może wyglądać już zupełnie inaczej niż jeszcze dziś. Zostanie zdjęte embargo, na ulicach pojawią się nowe samochody, kubańskie cygara będzie można kupić wszędzie na świecie, urok kraju może pozostanie bo to w końcu karaibska wyspa ale historii nie będzie już można zobaczyć, dotknąć ani sfotografować.

Świat jest przecież taki piękny i fascynujący - pod każdym względem. Więc czas wyruszyć przed siebie i zobaczyć go własne oczy...

2009-08-03

Moje podróże

Autor: R. Turos-Matysiak. Dziękuję za wyjątkowy prezent Autor: R. Turos-Matysiak. Dziękuję za wyjątkowy prezent

Ostatnio podliczyłam ilość krajów, które juz odwiedziłam w życiu. Niewiarygodne, bo okazało się, że są to aż 33 państwa na 4 kontynentach. Oczywiście, w większości, były to kraje europejskie, ale przecież nie zmiania to faktów. Czasami były to zaledwie kilkudniowe wyjazdy, ale również zdarzało się, że w jednym państwie spędzałam ponad miesiąc. 

A w planach jest kolenych 10 państw, w tym następny kontynent - Australia. A może uda się zajść dalej – na koniec świata? I z powrotem....

Po raz pierwszy też nie będę musiała się spieszyć, co pozwoli mi lepiej poznać niezwykłe kultury oraz historię krajów na mojej drodze. Nie ukrywam, że najbardziej ciekawią mnie zwykli ludzie i ich życie. Chciałabym poznać ich religie, obyczaje, legendy oraz  zwykłe opowieści, których nie przeczytamy nawet w najwiekszych bibliotekach świata. Ich mały świat .

Nie mam najbardziej ulubionego miejsca na ziemi. Każdy kraj jest inny i każdy jest piękny na swój sposób. Każdy ma coś charakterystycznego i wartego zobaczenia. Są oczywiście kraje, do których bym wróciła, jak np. Boliwia, gdzie nie dane mi było zobaczyć Solar de Uyuni. Zawsze będę też pałać wielkim sentymentem do Szkocji oraz Norwegii, gdyż oba te kraje na krótko stały się moim domem. Mimo, że w nich spędziłam najwięcej czasu, zasze chętenie odwiedzę je jeszcze raz. Na pewno też wrócę do Amazonii, ale tym razem chciałabym ją zobaczyć od strony Brazylii i Wenezueli.

Często wracam do miejsc, które mnie zachwyciły. Ale zawsze, na koniec będę wracać do moich ukochanych Tatr.

O mnie

matasiak

matasiak
Marzenie:

Kilka miesięcy gdzie dusza zapragnie, przez drogi i bezdroża świata, zwiedzając ciekawe krainy, poznając niezwykłe kultury oraz zwykłych ludzi i ich historie.

Tagi:

podróże podróże podróże fotografia nurkowanie góry

Adres bloga:
http://matasiak.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.

Zobacz inne blogi